JAN KIEPURA albo „ŻYCIE ARTYSTY” PO WIEDEŃSKU



Tych kilka słów o Kiepurze to wspomnienia Marcela Prawego, sekretarza Kiepury w latach 1937 – 1943. Słuchałam ich wielokrotnie podczas spotkań z Marcelem, począwszy od roku 1997, to znaczy od kiedy miałam szczęście z nim pracować, najpierw przy filmie dokumentalnym o Kiepurze, a potem przy matinées, później podczas innych produkcji z Martą Eggerth. Najbardziej lubiłam nasze Besprechungen w hotelu „Sacher”, gdzie Marcel Prawy mieszkał na stałe. Podczas tych wizyt siedział w garniturze na ogromnym łóżku, obłożonym papierami i nutami, obok niego leżał telefon, który co chwila dzwonił, ja zaś vis à vis na fotelu, z trzema notatnikami na kolanach. W każdym zapisywałam co innego: plany, złote myśli i zadania do wykonania. To były „moje złote lata muzyczne". Jakże wiele wtedy się dowiedziałam, nauczyłam, „nabywałam". Tak było do śmierci Marcela (2003). Ale nie o sobie mam zamiar pisać. Chciałam tylko powiedzieć, jak powstały "źródła" do moich opowieści o Kiepurze i Wiedniu.
Marcel Prawy był stałym bywalcem opery wiedeńskiej; jego Stehplatz na parterze był właściwie jego Stammplatz. Tam po raz pierwszy, w roku 1927, usłyszał o Kiepurze. Komentowano wtedy wypowiedź sławnej śpiewaczki, Lotte Lehmann, która powiedziała o Kiepurze: „Śliczny z niego chłopak". Od razu podejrzewano ją o romans z polskim tenorem, który już w roku 1926, mając ledwie 24 lata, zadebiutował w Wiener Staatsoper w Tosce i Księżniczce Turandot. Cały Wiedeń mówił o niezwykłym głosie Kiepury i jego aparycji. Głównie jednak to jego charme podbił serca wszystkich wiedeńczyków. Zwłaszcza kiedy wypowiadał się w swoistym wolapiku niemiecko−polskim, wtrącając czasem wyrazy włoskie, jeśli mu takowe akurat pasowały. Gdy w Warszawie nie spełniły się marzenia Kiepury o błyskawicznej karierze (były plany kontraktu w Paryżu, lecz dla Jana Kiepury procedura z tym związana zbytnio się przeciągała), postanowił przyjechać na kilka dni do Wiednia. Miał tutaj przyjaciela, dra Tennenbauma, który obiecał pomoc w załatwieniu przesłuchania u dyrektora Wiener Staatsoper. Kiepura mieszkał w skromnym hoteliku na Mariahilferstrasse. Na swoje Vorsingen nie czekał długo. Dyrektorem opery był wtedy Franz Schalk, dość surowy w swoich ocenach, ale po tym, jak usłyszał Kiepurę, miał powiedzieć: „Panie Kiepura, ma pan wręcz bezczelny głos....”. Marcel wspominał, że po kawiarniach krążyła opowieść o tym, jakoby zaśpiewane w czasie przesłuchania „wysokie C" w arii z Cyganerii zdumiało dyrektora Schalka, na co Kiepura miał powiedzieć: „Wollen Sie hohes C haben, wollen Sie noch ein hohes C, oder noch...”. Podobno dał wtedy popis najwyższych tonów, tylko w C, co natychmiast dało mu angaż do Staatsoper. Debiutował w Tosce, 21 września 1926 roku. Obok niego śpiewała słynna Maria Jeritza. Jednakże to nie ten występ uczynił z niego legendę i zapewnił mu sławę, czyniąc ulubieńcem wiedeńskiej publiczności. Niecały miesiąc później śpiewał w drugim wieczorze, 15 października 1926, premierę Księżniczki Turandot. Marcel Prawy nie opuścił ani jednego wieczoru w operze, kiedy występował Kiepura. Ze wzruszeniem wspominał jego księcia Kalafa, wykonanego niespotykanie pięknym tembrem głosu. W ogóle Marcel uważał jego głos za wyjątkowy, tak pod względem możliwości wokalnych, jak i jego skali. „Schatz, dieses Volumen und die beispiellose Höhe, unglaublich, no i rozumiesz, że to był wirklich ein schöner Knabe”. Te słowa powtarzał mi Marcel Prawy wielokrotnie. Uważał on, że był to moment zwrotny w całej karierze operowej Kiepury, a trzy lata później − także filmowej. W okresie międzywojennym był jedyną znaną na świecie gwiazdą operową i filmową. W Europie był ein Filmstar, na równi z największymi z Hollywood.
Marcel wiedział, że Kiepura utrzymywał też kontakty z polonią wiedeńską, z ambasadą Polską i ze stowarzyszeniem „Strzecha”. Dawał więc tam koncerty w małych salach, a także w domach prywatnych. Lubił Wiedeń, jeżdżenie po mieście, zawsze w towarzystwie jakiegoś cicerone. Marcel był Mister Opera i na ten temat opowiadał najchętniej. Z tego też powodu niewiele wiem, jak Kiepura naprawdę spędzał czas w Wiedniu w okresie pierwszego trzyletniego kontraktu. Natomiast czas Marcela z „Janem i Martą” rozpoczął się w wieczór sylwestrowy 1936 roku, kiedy zadzwonił telefon i Marcel usłyszał: pytanie, które podobno brzmiało „Hier Jan Kiepura. Sie will werden sein mein Sekretär?“ Kiepurowie byli wtedy w Krynicy. A w najbliższym pociągu z Wiednia do Krakowa siedział już dr Marcel Frydman Ritter von Prawy, zatopiony w pierwszej książce do nauki języka polskiego...

Autorka wspomnień chce zachować anonimowość.