Marcelina Sembrich-Kochańska  (1858-1935)

 

Polska primadonna, Pierwsza Diva Metropolitan Opera, założycielka  Amerykańsko-Polskiego Komitetu Pomocy

w Nowym Jorku (American Polish Relief Committee of New York). Edukację muzyczną rozpoczęła w Polskim Towarzystwie Muzycznym we Lwowie (obecnie Lwowska Narodowa Akademia Muzyczna), a  kontynuowała w Wiedniu. Występowała w najlepszych domach operowych Europy, m.in. w Dworskiej Operze w Dreźnie,  mediolańskim Teatro Dal Verme i londyńskiej  Covent Garden. Przełomowym momentem w jej życiu było spotkanie z Franciszkiem Lisztem, który miał powiedzieć: „Mój mały aniele, Bóg dał ci trzy pary skrzydeł…”.

 - „Jedną z największych primadonn przełomu XIX i XX wieku była Polka, sopran koloraturowy który zawojował największe sceny ówczesnego świata”. Należała do najlepiej zarabiających śpiewaczek swej epoki.  Za dwa miesiące występów w Rosji zarobiła 26 000 rubli, podczas gdy baryton 3200, a chórmistrz zaledwie 500.

- "New York Times" w 1907 r. narzekał, że wywozi z USA co sezon 85 000 dol.

- Paryski "L'Evenement" opisywał primadonnę w roli Violetty z Traviaty Verdiego jako "witrynę
 z diamentami", w skład której wchodziły: bransoleta od cara Aleksandra II, diadem od carowej Katarzyny, trzy rzucające blaski gwiazdy-zapinki do włosów od księcia na Oldenburgu, bransoleta z rubinami od króla Hiszpanii, medalion z rzadkiej czystości diamentami od lorda Caldridge'a, bransoleta w perłach i diamentach od Gye'a na pamiątkę jej debiutu w Covent Garden, i inne klejnoty od londyńskich arystokratów.  
(„Polish Daily News”, 12.07.2013).

Źródła:

http://www.dziennik.com/weekend/artykul/marcella-sembrich-kochanska-pierwsza-diwa-met, sdata dostępu: 20.07.2016.
http://operafresh.blogspot.com/2015_06_01_archive.html, data dostępu:20.07.2016.
http://www.polonia-dresden.de/sembrich-pl.html, data dostępu:20.07.2016.

 

Bolechów w mojej świadomości istniał od najmłodszych lat. Było to za sprawą Rodziców, którzy często wspominali swoje lata dziecięce i młodzieńcze, pełne radości, ale również trudu i biedy, które przeżyli w tym wielokulturowym miasteczku.

Stało się to impulsem do moich pierwszych poszukiwań genealogicznych. Jednak dopiero poznanie Włodzimierza Macewicza i Henryka Michała Drewniaka, niezwykłych pasjonatów genealogi i profesjonalistów w poruszaniu się po archiwaliach, których przodkowie też pochodzą z tych stron, pozwoliło mi na dotarcie do wielu zaskakujących powiązań i koligacji rodzinnych. Okazało się m.in. że moi przodkowie byli mocno związani w przeszłości z tym miastem nie tylko emocjonalnie, ale również instytucjonalnie. Mój pradziadek Jan był radnym, a jego brat Ignacy Schindler (1869-1910) burmistrzem Bolechowa. To tylko jedna z odkrytych tajemnic przeszłości... 

Kiedy już jako dojrzały człowiek po raz pierwszy odwiedziłem Bolechów zrozumiałem, jak blisko ze sobą współżyli tu ludzie różnych wyznań i narodowości. Dwie cerkwie, kościół katolicki, synagoga, kościół ewangelicki świadczą o tym dobitnie... Mam przekonanie, że tylko w takiej atmosferze mogli się ukształtować ludzie o szerokim spojrzeniu na rzeczywistość, ciekawi życia i świata, pełni tolerancji wobec innych, wielcy swoją skromnością, ale też z nieprzeciętnymi osiągnięciami i sukcesami życiowymi.

Z czasem dowiedziałem się również, jak wiele sławnych ludzi pochodzi z Bolechowa. Dla mnie największą postacią i osobowością Bolechowa jest Marcella Sembrich-Kochańska, która tu się wychowała i mieszkała do czasu podjęcia nauki w Konserwatorium Lwowskim. Była nie tylko wielką Artystką, ale również wielką polską Pariotką w czasach, kiedy nie mieliśmy własnej państwowości. Oddając hołd tej Wielkiej Artystce należy pamiętać również o innych wybitnych ludziach kultury pochodzących z Bolechowa. Przypomnę tylko takich artystów jak: Juliusz Holzmüller (1876 Bolechów-1932 Lwów), który przeszedł do historii jako malarz koni; Kazimiera Alberti-Szymańska (1898 Bolechów-1962 Bari), poetka, literatka, autorka m.in. książki Getto potępione); Krystyna Multarzyńska (1932 Bolechów-1981 Warszawa), malarka, autorka dekoracji filmowych; Jan Batkowski (1931 Bolechów-2012 Radom), historyk, autor monografii o Bolechowie; Michail i Tadej Ryndzak wybitni scenografowie Opery Lwowskiej.

Prezentowana wystawa powstała z okazji przypadającej w 2008 roku 150-tej rocznicy urodzin Marcelli Sembrich-Kochańskiej. Ekspozycje wystawy i towarzyszące jej często koncerty kontynuowano w latach następnych w coraz to nowych miejscach: Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Szczecinie, Gdańsku, Krakowie, Antoninie, Sanoku, Nowym Sączu, Gliwicach, Bytomiu, Drezdenku, Krzyżu Wielkopolskim, Busko-Zdroju, Białymstoku łącznie z Dreznem, podkreślając rocznice 75-lecia i 80-lecia śmierci artystki (2010, 2015).

Wystawa w Bolechowie jest prezentowana dzięki życzliwości proboszcza ks. Krzysztofa Panasowca i niestrudzonej działacz-ki kulturalnej i parafialnej Genowefy Telegi.

Juliusz Multarzyński

 

 

Kościół Rzymskokatolicki
pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny
w Bolechowie (Болехів)
20-27 kwietnia 2016

   

Archiwalna fotografia wnętrza kościoła

 

Ks. Krzysztof Panasowiec
odprawia mszę w odremontowanym kościele w 2000 roku © Juliusz Multarzyński

 

 

Marcella Sembrich-Kochańska
(1858-1935)

 

Marcella Sembrich-Kochańska
w polskim kołpaku, w tle incipit Mazurka Dąbrowskiego,
fotografię wykonano w 1915 roku w Nowym Jorku

 

W małem miasteczku


A jeśli kiedyś zaśpiewam, to jak flet czyściutko, srebrzyście, cieniutko.
A jeśli się rozśmieję, to tak jak skowronki – do świ-tu, wśród łąki.
A jeśli w górę piąć się pozwolę mym słowom – to tak prosto, jak pnie się różowy kolcowój.
A jeśli kiedyś poszukam znajomych – to będą wierne buki i mądre jesiony.
A jeśli kiedyś krew z serca wytryśnie – to krople jej będą ciemne, czyste jako wiśnie.
A jeśli wyciągnę przed siebie swe ręce – to nigdy
w przekleństwie, lecz zawsze w podzięce.

Kazimiera Alberti zd. Szymańska
(z tomu „Pochwała życia i śmierci”)