Pamiętając o Lwowie


„Zdaliśmy właśnie maturę i świat leżał u naszych stóp. Byliśmy najmądrzejsi pod słońcem, a tak przynajmniej wówczas nam – młodym durniom – się wydawało. Młodość szumiała w nas i wrzała jak ukrop. Życie objawiało się jasne, młode i możliwe, wszystko leżało w zasięgu dłoni, nigdy nie byliśmy szczęśliwsi i głupsi”– tak napisał u schyłku lat 60. XX w. – w odległej Australii – Andrzej Chciuk (1920 r., Drohobycz – 1978 r., Melbourne) – polski pisarz, wspominając Drohobycz i Lwów sprzed II wojny światowej – miasta Wielkiego Księstwa Bałaku…

     Dziedzictwo kulturowe jest tym co pozostawili nam ci, którzy byli przed nami. Możemy to dziedzictwo odrzucić lub uznać za swoje i pielęgnować pamięć o nim, rozwijać poprzez działanie, tworzenie, kulturę języka – dopisując tym samym do niego nowe rozdziały, które staną się dziedzictwem tych, którzy przyjdą po nas. W ramach kultury pamięci musimy zaakceptować istnienie wielu często sprzecznych ze sobą opowieści, które wynikają z głęboko ludzkiej potrzeby szukania zrozumienia własnej przeszłości i tej indywidualnej, i tej zbiorowej.

     Opowieści, świadectw kulturowych o Lwowie są setki tysięcy. Powstają nowe. Każdy kto kocha tworzy swą własną opowieść o tej swojej miłości. Pewnie też dzięki temu może żyć i tworzyć nowe, oryginalne dzieła, ważne dla niego i dla innych. Lwów to rodzinne miasto m.in. poety Zbigniewa Herberta (1924 r., Lwów – 1998 r., Warszawa), polskiego kompozytora i pianisty żydowskiego pochodzenia Alfreda Longina Schütza (1910 r., Tarnopol – 1999 r. Monachium), który nocą z 17/18 maja 1944 r., na kilka godzin przed decydującym szturmem żołnierzy gen. Władysława Andersa, skomponował melodię „Czerwonych maków na Monte Cassino”.

     Niezwykłą dla mnie jest ich bardzo „lwowska” w klimacie interpretacja Katy Carr – pieśniarki o szkocko-polskich korzeniach: https://www.youtube.com/watch?v=sJsInDHNa00.
Czyż to dziwne, :), skoro we Lwowie istniała legendarna kawiarnia „Szkocka” (o jej znaczeniu i kolorycie powstały liczne teksty – większe i mniejsze, naukowe, wspomnieniowe – m. in.: Anna Legierska, Geniusze i romantycy. Matematycy z kawiarni Szkockiej, http://culture.pl/pl/artykul/geniusze-i-romantycy-matematycy-z-kawiarni-szkockiej). 

     Lwów to miasto tych, którzy mieszkają w nim teraz, tych którzy kiedykolwiek czuli się z nim związani, i tych, którzy do niego, z różnych powodów, na krócej lub dłużej przybywają. To także i moje miasto, tak z powodów rodzinnych, osobistych jak i naukowych. To także Twoje miasto…

     Andrzej Chciuk w swoich wspomnieniach o rodzinnej ziemi wyraził przekonanie, że tak jak mityczna Atlantyda została ona zatopiona – i tak znikł ten pełen barw ląd zamieszkały przez wiele narodów, o swoistej, niespotykanej gdzie indziej inteligencji i unikalnej tożsamości [Andrzej Chciuk, Ziemia księżycowa. Druga opowieść o Księstwie Bałaku, I wydanie krajowe, GRYF – Warszawska Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1989, s. 35]:

Moja ojczyzna-swojszczyzna pozostała za kordonem, nigdy nie była jednojęzyczna i jednoplemienna, przeto tej szowinistycznej wykładni nie mogę przyjąć. Polska to nie granice i ustrój, bo one się zmieniają, Polska to ludzkość i serdeczność naszych ludzi i ich spraw. Polska to polskość idealna, to wspólna kultura i współlosy naszych sąsiadów i wspólny ślad po nich. Tęsknotę mogę zrozumieć tylko pod tym warunkiem, że chodzi o tę wspólnotę, o czystość tego tonu. Ta czysta pamięć to więcej niż tęsknota i powrót albowiem powroty są najczęściej rozczarowaniem i naprawdę powrócić w młodość nigdy nie można.

     Wspomnienia o swojej „ojczyźnie-swojszczyźnie” – Ziemi Księżycowej – Andrzej Chciuk otworzył mottem – wierszem Kazimierza Wierzyńskiego (1894 r., Drohobycz – 1969 r., Londyn), [Andrzej Chciuk, Ziemia księżycowa…, s. 5], który, pamiętając o Lwowie, chcę przytoczyć także w tym miejscu:

 

Za czem ja krążę?
Za księżycem.
Czem on mnie wabi?
Drohobyczem.

Zachodzi chmurą,
Znów się zjawia,
Skąd taka łuna?
Z Borysławia.

Którędy nosi
Mnie wieczorem?
Spójrz ponad Stryjem
I Samborem.

Po co ta cała
Wasza zmowa.
Co z niej mi przyjdzie?
List ze Lwowa.

A ten, co dmie tu
Wiew skrzydlaty?
To młodość, miłość
I Karpaty.

Widzę, poznaję
Tamte strony.
Kto mnie tam woła?
Ktoś zgubiony.

Po co mnie wzywa
Tak niewcześnie?
Byś wrócił tam, gdzie
Błądzisz we śnie.

A poza snem tym
Co się chowa
Ach, ziemia, ziemia
Księżycowa.

 

    Niezwykły wiersz: Kazimierz Wierzyński napisał i zaśpiewał Jacek Kaczmarski (album: Głupi Jasio, 1990 r.). Wykonywało go potem wielu wykonawców – m. in.: zespół Strachy Na Lachy, Hrvoje Vogrinc, Mela Koteluk, której interpretacja szczególnie mnie porusza – bo w jakiś sposób wydaje się wplatać w „księżycowość” wspomnień o Lwowie i Drohobyczu Andrzeja Chciuka, klimat wiersza o rodzinnym mieście Zbigniewa Herberta (obecnego na poświęconej mu tablicy pamiątkowej w kościele św. Antoniego na lwowskim Łyczakowie), oraz w twórczość i biografię Kazimierza Wierzyńskiego, i tak wielu innych…: https://www.youtube.com/watch?v=C4jOe3f0Fyc.

    Lwów to także miasto Andrija Kuz’menki (1967 r., Sambor – 2 lutego 2015 r., Łozuwatka). Zginął w wypadku samochodowym. Był poetą ukraińskiego alternatywnego rocka. Miejsce jego urodzenia – Sambor, leży blisko Drohobycza – jednego z tych miast, które uznaję za swoje rodzinne miasto (urodziłem sześć lat przed Andrijem) – w dzieciństwie odwiedzałem je kilkakrotnie. A niekiedy – jak Kazimierz Wierzyński – wracam do niego w snach. Sambor to zarazem tylko kilkadziesiąt kilometrów od mojego rodzinnego Jarosławia – po drugiej stronie granicy polskoukraińskiej.

    Andrij Kuz’menko mieszkał potem z rodzicami w Nowojaworiwśku – jeszcze bliżej granicy. Co oczywiste – kochał Lwów, tak jak i ja, i swój kraj, a także Polskę i polską kulturę. Słuchając radia z Polski nauczył się języka polskiego. Inspirowały go polskie zespoły rockowe. Z wykształcenia był lekarzem-stomatologiem, ale poświęcił się muzyce. Stworzył formację Kuz’ma Skrjabin, z, którą nagrał niemal 30 płyt. Napisał trzy książki… Internet obfituje w informacje o nim – jego twórczości i jego śmierci… Nie kochał oligarchów – z wzajemnością. Był przekonany, że każdy Ukrainiec bez większego problemu zrozumie język polski – we Lwowie i innych miejscowościach na wschód od Przemyśla i na Podkarpaciu oba języki mają zresztą dość podobną melodię.

    Tę melodię języka – tzw. modulację wznoszącą, można odczuć słuchając dla porównania oryginalnego nagrania Kazimierza Wierzyńskiego recytującego w 1960 r. swój własny wiersz Zielono mam w głowie: https://www.youtube.com/watch?v=1IOM0KFVSCw i słuchając utworu To je Lwiw (To jest Lwów) w wykonaniu Andrija Kuz’menki /Skrjabina, skomponowanego z widokami współczesnego (z 2013 r.), codziennego Lwowa: https://www.youtube.com/watch?v=ESIgcBogf6c. Co do „kolorów” – to ciekawie wygląda zestawienie, chociaż ci, którzy lubią schematy może niekoniecznie od razu „poczują” to, wspomnianego wyżej wiersza Kazimierza Wierzyńskiego z utworem Andrija Kuz’menki Kolorowa: https://www.youtube.com/watch?v=Rg9s6SGf_ts.

    We wrześniu 2009 r. w moim Lwowie, w zaułkach dawnego Bernardyńskiego placu, usłyszałem pieśń miejscowego ulicznego barda – Mykoły Traczuka: „Ty szedewr Bożyj”/„Tyś jest skarb Boży”, słowa ukraińskie w transkrypcji, wolny przekład cytowanego fragmentu własny, na podstawie: Mykoła Traczuk „Switanok”, Ty szedewr Bożyj, druk ulotny, Lwiw 2009:

  Ty poluby mene ja Brat
  Prosty meni krasa sestryce
  W Tobi je Wicznyj Bożyj ład
  Powir Meni moja Sestryce

 

Pokochaj mnie – jestem Bratem
Przebacz mi siostro urodziwa
W tobie jest Wieczny Boży ład
Zaufaj Mi o Siostro miła

  Tobi spiwaju u Switanku
  Na perehodi w Wicznyj Lwiw
  Wsi bidy tut składy na hanku
  Tebe załyszyw hnit i hniw
  Tobie śpiewam o Poranku
W pasażu w Wieczny Lwów
I swe niedole składam w ganku
Swój powierzając Ci gniew i ból

  

    Z bogatej literatury i materiałów multimedialnych dotyczących Lwowa i lwowian, obok tytułów wymienionych w tekście – w końcu to tylko „kropla” Wielkiego Morza, polecam także: Andrzej Chciuk, Atlantyda. Opowieść o Wielkim Księstwie Bałaku, I wydanie krajowe, Warszawska Oficyna Wydawnicza „Gryf”, Warszawa 1989 (z książki tej zacytowałem przywołane na początku wspomnienie Andrzeja Chciuka o jego młodości), oraz opracowany przez historyków obraz tego jak w szerszym kontekście historycznym można umiejscowić wszystko to co wokół Lwowa – stolicy Wielkiego Księstwa Bałaku – stanowić może obszar niezwykłych w swej intensywności: miłości i sporów – Karol Grünberg, Bolesław Sprengel, Trudne sąsiedztwo. Stosunki polsko-ukraińskie w X–XX wieku, Wydawnictwo „Książka i Wiedza”, Warszawa 2005. I zapraszam do spaceru przez Lwów – taki jakim go zobaczyłem we wrześniu 2009 r., zapisując go w obiektywie aparatu, a potem komponując zapisane wówczas wrażenia w wizualne sny-impresje.

Tadeusz Filar

 

Bernardyński mijam plac…*

 

*Tytuł książki pochodzącego ze Lwowa Stanisława Machowskiego – Stanisław Machowski, Bernardyński mijam plac, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1989. Autor ów zaczerpnął z kolei ten tytuł z tekstu znanej lwowskiej piosenki – O dwunastej godzinie. Jedną z jej interpretacji było nagranie Idę przez Lwów Pawła Kukiza z zespołem Piersi (album My są już Amerykany, 1993 r.) – https://www.youtube.com/watch?v=UNFWEBmck2I.

 

W zaułkach lwowskiego błękitu

 

 

Muzyka

 

Tramwaj Centrum - Dworzec

 

Przed lwowską Katedrą

 

Pomnik Adama Mickiewicza

 

W zakamarkach ormiańskiej Katedry

 

Płonące świece we wnętrzu ormiańskiej Katedry

 

Poezja murów

 

Zwiastowanie – mury dawnego klasztoru bernardynów

 

Fragment panoramy Lwowa z Kopca Unii Lubelskiej

 

Tablica pamięci Zbigniewa Herberta w kościele św. Antoniego

 

„List do Lwowa…” – przed kościołem św. Antoniego

 

„Soneczko Ty Jedyna u Mene” („Słoneczko Tyś dla Mnie Jedyna”) – lwowskie graffiti

 

Bezimienne dziecko z cmentarza Łyczakowskiego

 

Herb Rzeczypospolitej Trojga Narodów na nagrobku cmentarza Łyczakowskiego

 

Poprzez cmentarz Orląt Lwowskich

 

Wynalazca lampy naftowej – lwowski aptekarz Ignacy Łukasiewicz

 

Z kociej perspektywy

 

„Tobi spiwaju u Switanku / Na perehodi w Wicznyj Lwiw…”

 

Ukryta, Lwów-Podzamcze

 

Przed źródłem z cudowną wodą, Lwów-Podzamcze

 

Spotkanie

 

Ulica Żowkiws’ka

 

Ku snom

 

 

Lwowski poranek – kompozycja

 

W samo południe, kompozycja z cyklu: Na ulicach i w zaułkach Lwowa

 

 

O sobie: Tadeusz Filar, ur. 3 marca 1961 r. w Jarosławiu, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego (1986 r., magister historii), dr nauk humanistycznych w zakresie historii (UJ, 1995 r.). Od marca 1987 r. związany nieprzerwanie z Akademią Ekonomiczną/Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie, jako nauczyciel akademicki w Katedrze Historii Gospodarczej i Społecznej – do 2014 r. Od 2015 r. opiekujący się Muzeum Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. W badaniach naukowych koncentruje zainteresowania na dwóch nurtach. Pierwszy z nich to dzieje społeczności ukraińskiej w Drugiej Rzeczypospolitej – efektem czego był m.in. w 1995 r. doktorat – rozprawa o społeczności ukraińskiej w Krakowie w latach 1918 – 1939 (wydanie książkowe: U stóp Królewskiego Wawelu. Społeczność ukraińska w Krakowie w latach 1918 – 1939, Fundacja św. Włodzimierza Chrzciciela Rusi Kijowskiej w Krakowie, Kraków 2004), oraz rozprawa habilitacyjna: Ukraińskie galicyjskie sfery gospodarcze w Drugiej Rzeczypospolitej, Zeszyty Naukowe, Seria specjalna: Monografie, nr 200, Wydawnictwo Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Kraków 2011. Z kolei drugi nurt jego zainteresowań to dzieje Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie – m.in.: Z biegiem lat, z biegiem dni… Stowarzyszenia absolwentów w dziejach Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie w latach 1925 – 2010, Fundacja Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Kraków 2010, oraz: Pan Kazimierz. Kazimierz Gołdas we wspomnieniach, Zebrał i opracował Tadeusz Filar, Wydawnictwo Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, Kraków 2015. Tadeusz Filar jest także z zamiłowania fotografikiem – współautorem albumu fotograficzno-narracyjnego: Ewa Jabłońska, Tadeusz Filar, Krakowskie sny/Cracovian Dreams, Fundacja Akademii Ekonomicznej w Krakowie, Kraków 2007, poetą i eseistą, miłośnikiem gór, muzyki… Za Albertem Schweitzerem mógłby i chciałby z pełnym przekonaniem powiedzieć – „Jestem życiem pośród życia, które pragnie żyć”.